Ja, Piotr, wyrzucam z siebie to, czego nie mogę utrzymać w środku, co przyjemne, ekscytujące, ale również poplątane i męczące.
niedziela, 10 marca 2019

Postawiłaś na swoim. Obiecywałaś sobie i nam, że położysz się i zamkniesz oczy. Nieźle Ci to wyszło, bo te trzy miesiące, w czasie których nie cierpiałaś wiele, ani my też nie przepracowywaliśmy się przy opiece nad Tobą, to krótki okres. Ojciec przebudował łazienkę, by wózek mieścił się w drzwiach, urządził remont mieszkania, w Twoim pokoju stanęło rehabilitacyjne łóżko. Ale nie będzie potrzebne.

Dawkowałaś nam litościwie swoje odejście. Delikatnie i stopniowo podcinałaś nadzieję, zaiste, dość ostrożnie się z nami obeszłaś, przyzwyczajając do tego, że bezwarunkowo zrobisz, co zaplanowałaś. Dziękujemy, że podpisałaś zgodę na operację, choć pewnie wiedziałaś, że nie pomoże ona na długo.

Przed Tobą ostatnia prosta, finisz w zasadzie, a my dziś omówiliśmy pożegnanie. Przed Tobą jeszcze zadanie, a możliwe, że pokrzyżujesz nam szyki i unikniesz naszej zemsty. Za Twój upór, nieprzejednane stanowienie o sobie, za to, że nie szanowałaś swojego zdrowia i odeszłaś wcześnie. Otóż musisz jeszcze trochę wytrzymać, bo jeśli nie, to urządzimy ceremonię w dniu urodzin Twojego syna. Tego nie przewidziałaś! On zresztą uznał to za niezłą hecę, a znasz go i wiesz, że nie żartuję.

poniedziałek, 04 marca 2019

Przedzieraliśmy się, my, wojskowa grupa, przez wysokie, cienkie, świetliste trawy. Oświetlone wysokim słońcem, zielone, porastające długie, równoległe pagórki, przedzielone szerokimi dolinami. Pojawił się przeciwnik na koniach, nasza trójka była wtedy w połowie rozjaśnionego mocno stoku, w zapachu zieleni. Może powinniśmy przeczekać, ale dałem sygnał, że wspinamy się szybko, jak najkrócej, w górę, by schować się za wierzchołkiem. Zauważyli nas, ruszyli w naszą stronę, zaczęli strzelać. Bardzo niedobrze.

Dalej – względna równina. Leżę w trawie, ktoś zbliża się powoli na koniu, nie widzi mnie. Zastanawiam się, czy przejdzie na tyle blisko, by kontakt był nieunikniony. Może mnie rozdeptać. Nagle wywiązuje się walka, w miejscu, gdzie dolina zwęża się i wchodzi do wąwozu, odległym o osiemdziesiąt metrów. Spieszę na pomoc towarzyszom, by zaatakować wroga od tyłu. Podnoszę się, moje ruchy są zbyt wolne, zauważają je przeciwnicy, reagują zanim uda mi się cokolwiek zrobić.

Nasz dom położony jest w dolinie, między wysokimi pagórkami, która z jednej strony otwiera się na daleką przestrzeń, prowadzącą w dół, w stronę gęściej zamieszkałych rejonów.  W każdym pokoju, pod sufitem, zainstalowano szerokie okna, trójdzielne, wychodzące na cztery strony świata. Jasny dzień, w domu jasno, świetliście. W pokoju Beniamina i moim porozrzucane rzeczy, dokładnie tak, jak wtedy, gdy wyjdzie do szkoły. Rześka pojawia się mama, wraca odmłodzona ze szpitala. Przysiada tu, tam. Dziwię się, do jakiego dobrego doprowadzono ją stanu, ale nie mówię o tym na głos. Zaczynam filmować telefonem komórkowym, żeby zatrzymać te niezwykłe chwile. Z jej twarzy przechodzę na widoki za oknem, nazywam góry, które otaczają nasz dom.

wtorek, 26 lutego 2019

Dziś blox.pl wysłał powiadomienie, że rozwiązuje umowę o prowadzenie blogów, ze skutkiem na 29 kwietnia.

Zacząłem pisać bloga, gdy na ekranie USG zobaczyłem mały, niewyraźny, jak przez ziarnistą mgłę, kształt człowieka. Ten człowiek dziś stoi obok mnie, ma trzynaście lat.

Kończę pisać bloga w dniu, w którym żegnam się z matką. Choć jeszcze bije jej serce, to nie porozmawiam z nią, nie w tym życiu. Nie spojrzy na mnie widzącym wzrokiem. Możliwe, że to już… A ze szpitala zadzwonią dopiero rano. Albo nie zadzwonią. I ojciec pójdzie, niepewny. Zadzwoni domofonem na korytarzu, przed przed szerokimi, białymi drzwiami z czerwonym napisem, usłyszy brzęczenie magnetycznego zamka, otworzy i nie patrząc na pielęgniarkę w oddali, ruszy, skulony w sobie, niby nie słuchając jej pierwszych słów – czy już…?

poniedziałek, 25 lutego 2019

Łysiejący Zdzisiek stoi przed szpitalnym łóżkiem, tam, gdzie kończą się nogi. Przemawia do śpiącej postaci.

– Zośka, nie spieprz tego. Dostałaś szansę, wyciągnęli cię z mogiły, ustawili nerki, serce, płuca. Ruch należy do ciebie, albo będziesz gnuśnieć w wyrze, albo spróbujesz się z niego wydostać. Zośka, jak wolisz sczeznąć, ja się ciebie pytam, bo i tak byłaś jedną nogą na tamtym świecie. Ja bym cię widział, jak wracasz do domu, ale pytanie, czy chcesz. Czy chcesz jeszcze żyć, ja się ciebie pytam i oświadczam, że wyciągnęli cię z mogiły, doktorzy wyciągnęli, a ja mogę coś dla ciebie zrobić, ale nie zrobię tego, że będę chciał za ciebie żyć. Życie, k...a, to nie zabawa, albo walczysz i jeszcze żyjesz, albo nic nie robisz i zdychasz. A ja zdycham razem z tobą, jeśli ty nic nie zrobisz. Tak więc nie wiem, czy ci wszystko jedno, że rozpieprzę sobie kręgosłup, albo że będę patrzył, jak dogorywasz, ale mam nadzieję, że nie wszystko jedno, że powalczysz i będzie ci się chciało…

– Koniec odwiedzin! – niska kobieta w niebieskim fartuchu zaciąga zieloną zasłonkę.

niedziela, 10 lutego 2019

Zobaczyć rodzica w stanie, w którym zmienia się powoli w zbiór funkcjonujących tylko tkanek... po tym nie będzie już tak, jak kiedyś.

To nie musi być straszne. To koniec epoki, która trwała dotąd od zawsze. 

Gdyby nie technologia, nie żyłby już. Jego zegarek przekroczył północ, zespolenie ciała i duszy zamknęłoby wytartą życiem kopertę. Pęk rurek wchodzących pod kołdrę podtrzymuje ciało, nie może ożywić duszy. Ona usypia...

piątek, 08 lutego 2019

Kilka cienkich rurek, w kolorze ciemnej czerwieni, pomarańczu i przezroczyste, nadchodzących z różnych kierunków, zmierza w stronę nakrytego białą tkaniną łóżka na kółkach. Wchodzą pod materiał, który wybrzusza się w centrum. Nieco wyżej, porusza się głowa. Chce jedzenia. Dostanie zupę, krupnik, nawet dwie porcje. Nie będzie wybrzydzać, jak kilka dni temu. Na deser pochłonie słodki jogurt, choć bez cukru.

Będzie odliczać godziny wieczora, przytomnym wzrokiem śledząc wskazówki ściennego zegara, który wisi po drugiej stronie przejścia, w dyżurce pielęgniarskiej, na przeciwległej ścianie. Czyżby lekarstwa na migotanie komór powodowały aż takie wyostrzenie wzroku? Żartuje sobie teraz, nawet pokpiwa z gości. Stoją przy niej, uśmiechają się z lekki powstrzymaniem, bo czy to możliwe, że będzie jednak inaczej? Odejścia takiej matki znów byłoby żal.

niedziela, 03 lutego 2019

Odchodzisz, a nam przyszło patrzeć. Czy coś nie tak? Skąd. Wszystko w normie. Przewidywalne. Nie takie straszne. Zasypiasz, nie słyszysz nas. Wspominasz zastrzyk, po którym było tak dobrze. Twoje źrenice biegną w górę na spotkanie opadających powiek. Może już nie trzeba walki o życie. Może to zmęczenie, z którego w końcu nie podniesiesz się, jak co rano się podnosiłaś, odkąd pamiętam.

czwartek, 31 stycznia 2019

– Mamo, jeśli twoja noga gorszy cię, odetnij ją i odrzuć od siebie, lepiej jest dla ciebie wejść do życia niepełnosprawną, niż mając nogę być wrzuconą do do wiecznego ognia.1

– Dziś to pismo wypełniło się w uszach waszych. 2

 

 

1 Mt 8,18
2
Łk 4,21

piątek, 25 stycznia 2019

Katarzyna, odkąd przeszła na emeryturę, czeka na natchnienie. Przesiaduje przy stoliku, po którego drugiej stronie gra telewizor. Jednym ruchem kładzie się na łóżku, drugiem ruchem – wstaje. Ma trzy kroki do kuchni i cztery do toalety. Nie chodzi na spacery, zakupy przywożą jej do domu. Gdy musi gdzieś wyjść, samochód czeka na nią przy drzwiach, podwozi pod drugie drzwi, o kilka kroków. Sens życia – bliskie przyjemności, ekran telewizora, jedzenie. Katarzyna jest coraz większa. Coraz trudniej wstaje. Czeka na natchnienie, a przepowiada o szybkiej śmierci. Programy telewizyjne, czasowe znieczulenie.

Jeśli ktoś zakończył w sobie życie, dlaczego mu je przywracać? Sprawy toczą się nieuchronnie, program zapisany w mózgu realizuje swój scenariusz. Tak widocznie musi być. Uparty człowiek, który przez całe życie robił to, co chce, teraz myśli o odejściu.

środa, 23 stycznia 2019

Odszedł Jasiu. Miał na imię Jan, ale wszyscy mówili na niego zdrobnieniem. Poczciwy, szczery wyglądał zawsze na młodzieńca. Nawet wtedy, gdy beztrosko opowiadał o dializach. Wygłaszał gorące kazania, poczciwiec, choć wygląda na to, że nie bardzo zdawał sobie sprawę, na czym polega dbałość o zdrowie. Szczególnie kontrola cukrzycy. Widocznie można być świetnym opowiadaczem, ciepłym człowiekiem, z sercem na dłoni, i jednocześnie w ogóle nie dbać o siebie, tak jakby poddanie się diecie i leczeniu wykraczało poza zdolności umysłowe. Dziesiątki, może i setki wskazówek – jak okiełznać ludzką naturę, kształtować charakter – i niemożność powstrzymania siebie od ulubionego, bezgranicznego jedzenia.

Po kilku dziesiątkach lat, w trakcie których zapominasz o upływającym czasie, budzisz się wśród ludzi, których już nie znasz. Ze starych znajomych pozostało niewielu, z niektórymi nie można się  dogadać. Otoczenie wypełniło się synami, wnukami twoich kolegów ze szkoły. „Gdzie jestem?” zastanawiasz się – „jak to, kiedy się stało?”. Ci nowi mówią innym językiem, są jeszcze pełni swojej energii, swojego patrzenia, innego niż twoje.

W polityce – ludzie owładnięci powinnością zmian i ulepszania świata, walką z innowiercami, nakazywaniem innym, jacy powinni być. W internecie wzajemne wytykanie palcami, że ci inni źle robią, wśród głupich przegadywanek, pyskówek.  Jakby nikt nie dostrzegał, że znany nam świat odchodzi, odchodzą nasi towarzysze. Następuje cicha wymiana ludzi, nieuchronna zmiana epoki, wobec której zachowalibyśmy może trochę powagi, milcząc, świadomi sytuacji.

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Stefan rzadko czytał ciekawe książki. Nie dlatego, że był literackim ignorantem, ale chyba dlatego, że nie pozostawiały go w spokoju. A Stefan był zbyt wyczerpany codziennością, by serwować sobie niepokój, po pracy, wieczorem, przed snem. Lecz prawdziwszy powód niechęci brał się z aspiracji Stefana. Sam chciał pisać książki i myślał, że jest w stanie pisać je całkiem niezłe, jeśli tylko znalazłby więcej czasu. Czytając dobrą lekturę zdawał sobie jednak sprawę, że inni pisarze są lepsi od niego, co wprowadzało go w niemiły nastrój. Bolało. Dlatego Stefan sięgał po bzdurki, przerzucał je po kilka stron przy różnych okazjach – śniadaniu, w kolejce do dentysty, na przystanku. Znajdował przy tym niedoskonałości stylu, banał fabuły, ubóstwo słownictwa. I myślał, że sam potrafiłby lepiej.

czwartek, 17 stycznia 2019

 

– Dlaczego jesteś ze mną?
– Ponieważ jesteś, tak myślę, możliwe, że najładniejszą dziewczyną, jaką spotkałem.
– Nie wierzę.
– Przez tyle lat nie wierzysz…

 

– A nigdy nie spotkałeś tak samo ładnej, albo ładniejszej?
– Wcześniej czy później?
– Wcześniej…
– Możliwe, że spotykałem, ale nie udało mi się z nią dogadać.

 

– A później?
– Później, jeśli nawet taką spotkałem, to my, ty i ja, byliśmy już o wiele dalej…

 

 

 

 

sobota, 15 grudnia 2018

Efekt hipoglikemii podobny jest do skutków upojenia alkoholowego. Polega na zawężeniu pola widzenia, utracie poczucia równowagi, wrażenie bezsiły, dezorientacji. Wspólne są również efekty afektywne – nadmierna wesołość lub przeciwnie, stan depresyjny, zwolnienie lub przyspieszenie myśli, słowotok lub afazja, rzadziej stupor. Ogólnie rzecz biorąc, w obu przypadkach, chodzi o proces prowadzący w końcowym stadium do utraty świadomości.

Można zadać pytanie, czy hipoglikemii nie można by traktować zamiennie w stosunku do upicia się. Sens takiej zamiany byłby określony m.in. oceną, który z tych dwóch stanów byłby mniej szkodliwy dla zdrowia. Wydaje się, że hipoglikemia nie ma aspektu uzależniającego, w odróżnieniu do alkoholu. Natomiast w obu przypadkach, w stanie krańcowym, mogą pojawić się drgawki.

Podobieństwo obu przypadków przejawia się również w utracie pamięci. Jest ono chwilowe, konkretnie – trwa kilka godzin, z tym, że w razie spadku cukru i utraty świadomości, amnezja ma charakter głębszy, o dłuższym okresie remisji.

W obu przypadkach pacjent doznaje uczucia oderwania od otoczenia (w różnym stopniu), co w okresach o dużym nasileniu aktywności umysłowej może być odczuwane jako odprężenie, uspokojenie, ulga. W przypadku blokady mięśni i drgawek, następuje po nim okres zwiotczenia, przynoszący relaksację na poziomie czysto fizycznym. Nawet, jeśli okupiona jest ona bólem.

Pacjent, po przejściu epizodu, znajduje się często w stanie katharsis, rekompensując poczucie winy żarliwymi postanowieniami, że „już nigdy więcej”. Okres rekonwalescencji może trwać od pięciu dni do miesiąca. Z przypadku hipoglikemii – nawet do trzech miesięcy.

Jeśli zastanawiasz się, czy nie spróbować hipoglikemii, poszukaj w swojej okolicy diabetyka stosującego insulinę. Od udzieli odpowiednich wskazówek.*

* Autor bloga nie bierze odpowiedzialności za poczynania czytelników

abstract

wtorek, 11 grudnia 2018

Kotka domaga się wyjścia. Stoi pod drzwiami do korytarza, miaucze rozdzierająco, skacze do drzwi. Gdy je otworzyć, biegnie do drzwi prowadzących na zewnątrz. Tam, gdzie pada mokry śnieg, tej nocy nie ma mrozu, gdzie ciepła zima, efekt globalnego ocieplenia.

Wypuścić kotkę na zewnątrz, o drugiej w nocy, to całkiem zgodne z jej naturą. A zupełnie niezgodne z instynktem nadopiekuńczym pewnych domowników tego domu, którzy z pewnością zatrzymaliby małe futrzane, przymilne zwierzę w domu. Rzekomo dla jego dobra.

Antek otwiera jej drzwi, pierwsze i drugie. Mała nie zastanawia się, wymyka w ciemną przestrzeń. Antek sam pobiegłby się tam, gdzie ona. Ale zbyt się zasiedział, w zbyt wiele wplątał się obowiązków. Antkowi chce się tyle, że zazdrości kotce. Dlatego wypuszcza ją w ciemną noc, na podwórko, na ogród, na drzewa, dachy, gdziekolwiek będzie chciała popędzić, bo on sam chciałby tak, jak ona, ale czegoś mu nie wystarcza...

Stoi na pierwszym piętrze i patrzy w stronę ogrodu. Sto pięćdziesiąt, może dwieście metrów. Dalej cmentarz i pola. Pola niepodobne do niczego, co spotkać można w mieście. Miasto o drugiej, trzeciej w nocy, jest martwe. Pola zdają się żyć pewnym tajemniczym życiem. Antek nie wie, jak je uzasadnić, udowodnić, ale jest pewien, że ono toczy się w nocy i we dnie, takim samym tempem, napięciem. Tylko miasto usypia na noc.

Ciemność ogrodu, przez którego konary przeświecają dalekie lampy. Kwazary. Głowa pełna szumu, pozostałości wielkiego wybuchu, albo wyścigu dnia, zmieszanego z odrobiną alkoholu. Zwalnia czas, nareszcie zwalnia, jak za dziecięcych lat, gdy czas ciągnął się niemiłosiernie. Tajemnica czasu. Życie zależne od czasu. Nie inaczej. Bez wyboru.

wtorek, 04 grudnia 2018
– Może byś narysowała obrazek i umieściła na tablicy klasowej? Potrafisz rysować. Albo kilka fajnych zdjęć. Albo jeden z twoich tekstów.
– Wiesz, jest jeden problem. Jeśli to coś będzie rzeczywiście fajne i nauczyciele zaczną to chwalić, to odsuną się ode mnie ludzie z klasy. Niektórzy nawet przestaną rozmawiać.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 112