sobota, 19 maja 2012
Jestem w momencie, w którym zmienia się mój sposób patrzenia na Internet. Po niedawnym odkryciu oszustwa na stronie internetowej fotoradary24.pl (już nie istnieje), o czym napisałem tutaj, dziś, znów na stronie TOK FM znalazłem reklamę: "Wychowująca Mama Zarabia 6787,85zł Miesięcznie W 1 Godzinę Dziennie Bez Wychodzenia Z Domu". To jest przerażające.... Poszedłem za tym linkiem i zobaczyłem, w jaki sposób wykorzystuje się ludzką naiwność, brak doświadczenia, nieszczęście, również najnowszą technologię internetową, by wyłudzić pieniądze. Strona, do której podałem link, to wydmuszka. Sprawia wrażenie portalu z wiadomościami, ale tam nic nie ma oprócz paru tekstów. Strona kieruje do kolejnej strony, na której bezpardonowo, kłamliwie żeruje się nie tylko na ludzkiej chęci zarobienia pieniędzy nic nie robiąc, ale i na ludzkim nieszczęściu. To jest ohydne, po prostu trudno w to uwierzyć, że skala kłamstwa i świństwa może być aż taka i tak wyeksponowana publicznie - reklamująca się na portalu jednej z najlepszych polskich rozgłośni radiowych..... Rady wynikające z mojego doświadczenia 1. Widząc ofertę zastanów się, czy jest ona prawdopodobna. Np. głupotą byłoby wierzyć, że bazę zdjęć z fotoradarów ma w swoich zasobach jakiś portal i udostępnia wszystkim, którzy tego chcą. 2. Obejrzyj dobrze stronę internetową - klikaj na różne linki i patrz, co tam jest. Popatrz na adres na pasku przeglądarki www. Poszukaj ukrytych tekstów - małą czcionką, o kolorze zbliżonym do tła. Można w tym celu zaznaczyć myszą duży obszar, wtedy tekst niewidoczny często staje się widoczny. 3. Znajdź informację o siedzibie firmy - gdzie ona jest, czy dane są kompletne, czy np. można zadzwonić; w razie poważnych spraw koniecznie trzeba zadzwonić. 4. Przeczytaj regulamin! To jest nieodwołalna konieczność. Często w regulaminie widać całą mistyfikację. 5. Nie nabieraj się na to, że produkt możesz zwrócić. Jak w opisywanym przeze mnie przykładzie - warunki zwrotu produktu oraz gotówki są tak ustawione, że praktycznie nie masz szans ich spełnić. Dżungla.... Prawo silniejszego (intelektualnie i emocjonalnie, już nie: fizycznie)...
Niniejszym reklamuję mój nowy tekst zamieszczony na portalu mmKrakow.pl. Dzień, w którym zyskałem wolność. Tekst jest wypluciem z siebie goryczy, która przy bliższym przyglądnięciu się jawi się jako nieuzasadniona, ale jednak goryczy. Obracam to w groteskę i stosuję maksimum sarkazmu, ale wewnątrz mam poczucie niesprawiedliwości. Lecz tłumaczę sobie, że to moja niedojrzałość i po prostu trzeba się przystosować do zmienionych warunków. Tutaj, na tym blogu, mogę się do tego przyznać, bo ufam Wam, że nie popatrzycie na mnie z politowaniem. ![]()
piątek, 18 maja 2012
Napiszę, co mnie wkurza. To, że ktoś, kto mi zleca robotę, nie zastanowi się dobrze, i każde "robić". Ja robię. Za pół godziny dochodzi do wniosku, że lepiej będzie inaczej, więc robimy jeszcze raz. Za godzinę przychodzi trzecia osoba i mówi - ale przecież jeszcze trzeba to, a tamtego się tak nie da, a rewelacyjnie byłoby, gdyby... I robimy po raz trzeci. Pół biedy, jeśli chodzi np. o ułożenie bibelotów na półeczce. Gorzej, jeśli czyjąś decyzją uruchamia się cały mechanizm, angażuje łańcuszek ludzi, kontrahentów; zaopatrzeniowcy zaczynają jeździć po mieście i rozpaczliwie szukać materiałów, inżynierowie projektować, kompozytorzy już nucą nowe motywy, a reżyserzy już mają wizje i je przeżywają. No ale przecież można to wszystko znów zmienić, i to w pięć minut! Lecz pozostają tego efekty - chaos i wypaleni ludzie, którzy po raz kolejny nie będą się już angażować.
środa, 16 maja 2012
Dziś zapytano mnie o opinię: co Świadkowie J. sądzą o in vitro. Odpowiedziałem, że nie wiem, nie jestem Świadkiem. I tu nastąpiło zdziwienie mojego rozmówcy. Przypominam sobie, jak w liceum kolega mnie upominał - dlaczego nie chcę przyznać, że jestem Świadkiem? Wychodziłem na kogoś, kto się wstydzi swojej "przynależności". Na próżno tłumaczyłem, że nie jestem Świadkiem. Do dziś widzę, że ten temat jest czarną dziurą w świadomości Polaków. "Jeśli jesteś wierzący i nie jesteś Katolikiem, to z pewnością jesteś Świadkiem". Tymczasem przeglądnijcie dokument Wyznania religijne - Stowarzyszenia Narodowościowe i Etniczne (pdf). Na przykład od str. 30 jest lista wyznań ułożona według populacji. Świadkowie rzeczywiście są tam na trzecim miejscu, po Kościele Rzymskokatolickim oraz Prawosławnym. Ale dalej następuje lista kilkudziesięciu wyznań, z których większość jest chrześcijańska. Ale niewielu Polaków zdaje sobie z niej sprawę. Próżno o tym mówić - ludzie nie wiedzą, co to znaczy - "inne grupy", że "jest ich wiele" itd. Zresztą mam wrażenie, że sama obecność Świadków i to, że myślą inaczej niż "reszta", jest czymś dziwnym i tajemniczym, i jakby przekraczającym możliwość zrozumienia tego prostego faktu, że tak można. Zabobony w stylu: "wy macie inne Pismo Święte"..... dowodzą nieznajomości tematu. Zresztą trudno rozmawiać o religii, gdyż temat przeważnie kieruje się w stronę różnic między grupami religijnymi, czyli w stronę czegoś, co można by nazwać polityką międzywyznaniową. Ludzie rozmawiają o tym - "jak się u was uważa, a u nas uważa się tak". Tymczasem rozmowa o wierze ma sens wtedy, kiedy toczy się między dwoma ludźmi i rozmawiają tylko o swoich przekonaniach. W takiej rozmowie nie istnieje ponad nimi żaden kościół, żadna grupa, biskupi, starsi i tak dalej. Przed Najwyższym nie ma znaczenia, co sądzi o wierze mój proboszcz czy przewodniczący mojego zboru, tylko co myślę ja sam. Mam wrażenie, że odruchowo oczekujemy od kapłanów i biskupów, żeby jako znający się na rzeczy załatwili to, co trzeba w naszym kontakcie z Bogiem. I może nawet nie wyobrażamy sobie, że Bóg istnieje niezależnie od każdego z kościołów i wyznań. Ale to jest fantastyczne, że nikt nie ma monopolu na dostęp do Najwyższego. Nie potrzebujemy ludzkich pośredników, aby się do Niego zbliżyć. Wystarczy wziąć Pismo Święte, wszystko jedno przez kogo wydane, aby się o tym przekonać. Prawdziwy Kościół ma swoje miejsce w niebie, a jakaś formacja tu, na ziemi, będzie tylko lepszą lub gorszą jego imitacją. Nie ma obowiązku ślepego posłuszeństwa względem niej. Ona nie ma władzy nad duszą, nie ma władzy odpuszczania grzechów, reglamentowania przebaczenia, oskarżania, osądzania. No ale kogo stać na samodzielność.......
poniedziałek, 14 maja 2012
Intuicja objawia się wtedy, gdy wyłączyć myślenie i zrelaksować się. To pierwsze przychodzi łatwo o tej porze, to drugie - niełatwo. Po co intuicja? Żeby jeszcze napisać coś fajnego przed snem. Napisać - żeby się uspokoić. Uspokoić się, żeby usnąć. Usnąć, żeby jutro rano w niezłej formie zacząć dzień. W niezłej formie żeby zrobić dobre zdjęcia na próbach. A to będzie trudne, bo światło jest nieciekawe, płaskie. Co tu wymyślić? Nic! Trzeba zacząć od nowa - czyli przestać myśleć i zrelaksować się.
środa, 09 maja 2012
Przegapiłem moment zasypiania... Rzuciłem okiem tu i tam (w Internecie), zdenerwowałem się przy okazji, bo mmKrakow.pl do dziesięciu godzin nie jest w stanie zatwierdzić mojego prostego materiału o Widowisku Teatralnym zorganizowanym przez Stowarzyszenie Pomocy Niepełnosprawnym "Bądźcie z nami"... Póki co - zdjęcia można zobaczyć tutaj. ![]() Wspomnienie kobiety spotkanej dziś w Krakowie na ulicy Biskupiej. Jest tam skwer, a na jednym z drzew - ogłoszenie "Nie dokarmiać gołębi, znów pojawiły się szczury!". - Proszę pana, ludzie sypią karmę gołębiom na ziemi, a powinni tam dalej, gdzie jest karmnik. Rzeczywiście, trzy metry dalej, na metalowej, długiej rurze wbitej w ziemię, stoli stylowy karmnik dla ptaków. - Ale karmnik jest za ogrodzeniem i nikt starszy nie jest w stanie dam dojść. Dlatego karmę sypią na ziemię tutaj, a wyjadają ją szczury. A koty, proszę pana, to jakieś nie koty, takie bez życia, bez energii, szczur przechodzi obok takiego kota, a on nic. Starsza kobieta zaczęła do mnie mówić, gdy przyglądałem się ogłoszeniu. Widząc, że zamierzam iść dalej, zapytała: - A pan w którą stronę? - Tam - pokazałem przed siebie. - To może mógłby mi pan towarzyszyć, bo wie pan, ja nie za dobrze się czuję, mam słabe serce, rozrusznik, bajpasy... Ciemnieje mi w oczach. - Dobrze. ![]() Szliśmy, w zasadzie dreptaliśmy. Krok za krokiem dowiadywałem się nowych informacji o pobliskich kamienicach, o procesie, w którym miasto przegrało, chcąc wybudować tu parking podziemny, i jeszcze o wielu innych sprawach, z których w zasadzie nic nie pamiętam. Doszliśmy do poczty, gdzie miała zapłacić rachunki. Kobieta opowiadała mi jeszcze o swoim synu, dla którego zdobyła informacje o jakichś herbach, po to, aby on, jako kierowca taksówki, miał o czym opowiadać swoim klientom. Czekałem spokojnie na koniec wypowiedzi, który ona sprytnie omijała, stosując zdania wielokrotnie, a w zasadzie bez końca złożone, słusznie się spodziewając, że wraz z opadnięciem intonacji i cezurą choćby na złapanie oddechu, nasz krótki spacer i rozmowa, a w zasadzie jej monolog, któremu przytakiwałem, zakończy się tak nagle, jak się rozpoczął. Podziwiałem tę zręczność, majstersztyk opowiadania, w którym co rusz zdawało się, że wątek już musi umrzeć, tymczasem zmartwychwstawał na nowo w niezliczonych wcieleniach... - Przepraszam pana, ja mieszkam sama, przepraszam, że tak pana zanudzam... Życzyłem jej dobrego dnia i... zdrowia, patrząc na bladą twarz kobiety o wysokim wzroście i szczupłej postawie, siwych włosach; pionowych, głębokich zmarszczkach na policzkach... - Mogę spytać, jak pani ma na imię? - Elżbieta. |