Ja, Piotr, wyrzucam z siebie to, czego nie mogę utrzymać w środku, co przyjemne, ekscytujące, ale również poplątane i męczące.
Blog > Komentarze do wpisu

Ściana po sąsiedzku

Z mojego nowego pokoju wychodzi się na półpiętro. Gdy otwieram szeroko drzwi, widzę przed sobą spływającą w lewo, w dół, balustradę schodów. Do balustrady są trzy kroki, a jeśli duże, to dwa. Z lewej strony balustrada przerywa się, żeby można było wejść na schody. To niezbyt szerokie przejście ograniczone jest z lewej obłą ścianą, a z prawej, u podłogi, okrągłym cokolikiem, z którego wyrasta wspornik balustrady. Gdy idę zamyślony, patrzę w dół i szukam wzrokiem drogi między tymi dwiema krągłościami. Gdybym nie uważał, mógłbym się potknąć o cokolik, ale to tylko kwestia przyzwyczajenia i wydeptania niewidzialnej ścieżki, w mojej pamięci. Wydeptuję ścieżkę już na poważnie, już nie ma odwrotu, już większość gratów zniesionych, już tu, w tym pokoju, zostawiam okrycie i ściągam z siebie plecak, zaraz po przyjściu. Te drzwi jeszcze nie moje, jeszcze nie trafiam ręką na wyłącznik światła, bo powinien być po prawej, a jest po lewej. Ale to tylko kwestia czasu i powstania mapy pamięci. I odruchów. Które sprawią, że przestanę dostrzegać to, co dostrzegam. Dlatego próbuję zachować ten stan jeszcze przez chwilę, próbuję jeszcze się dziwić, zanim zdziwienie rozpłynie się, i ta niecodzienność stanie się codziennością, w której najpierw powoli, a potem z coraz większą potrzebą, a potem rozpaczliwie, zacznę szukać niecodzienności.

Wychodzę z pokoju, zamykam drzwi na klucz i idę go oddać na portierni. Odwracam się i pomiędzy obłą ścianą a cokolikiem, w głębi, po drugiej stronie schodów, dostrzegam pustą ścianę. Zawsze tu była, przechodzę obok niej od szesnastu lat. Dopiero teraz ją widzę i wiem, że za każdym wyjściem będę stawał z nią twarzą w twarz. „Witaj! Będziemy sąsiadami. Nikt Cię do tej pory nie widział, teraz ja będę.”

poniedziałek, 13 czerwca 2016, pkubic

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2016/06/18 06:58:54
Kiedy byłem w Irlandii, mieszkałem w śmiesznym domu. Od strony północnej wchodziło się na pierwsze piętro, od strony południowej do sutereny. Niby takiego, ale "zabawne" było to, że na wprost moich drzwi były schody, toaletę miałem po prawej stronie miałem dosłownie 1,5 kroku od schodów i 2 kroki do toalety obok.
To co mnie zdumiało, że zawsze, ale zawsze kiedy spadłem ze schodów wyskakiwała z pokoju Irlandka, by sprawdzić czy nic mi się nie stało.
Tak mi się przypomniało jak przeczytałem o tych schodach i balustradzie :)